Na potwierdzenie tej tezy wspomnę tylko, że ostatnio naszło mnie żeby kupić sobie jakiegoś samograja na rower. Wymyśliłem sobie, jakże wywrotowo, odtwarzacz cd z obsługą rw mp3. Ze świecą takiego szukać! W różnych mediamarkietach widziałem może z pięć, maks dziesięć modeli. Na sieci jest tego trochę więcej, ale albo pojedyncze sztuki, albo na specjalne zamówienie, albo na drugim końcu Polski, albo w ogóle do sprowadzenia z zagramanicy. Ale znajdę. Zaprę się i znajdę.Mam do płyty cd wielki sentyment. Możecie się ze mną spierać, ale póki co żadna mptrójka nie może się równać płytą cd, nie wspominając już nawet o nowoczesnych "winylach".
Jak najbardziej nie popieram ściągania wszystkiego jak leci z sieci. Czasem mi się to zdarzy, nie powiem, ale właśnie po to żeby wypróbować, skasować i ewentualnie kupić. Wszyscy wiemy, że koszt uciech muzycznych czy filmowych jest w tym kraju idiotycznie wysoki. Na przykład muzyka sprzed powiedzmy trzydziestu lat kosztuje tyle samo co cieplutkie nowości. Głupota. Na zachodzie muza tanieje z wiekiem, u nas oczywiście musi być inaczej.
Mimo to szarpnąłem się ostatnio na czarną Metalikę, "Somewhere In Time" Ajronów i Gorillaz. Przychodzę do domu, odpalam sałnd dżusera coby zrzucić muzę do ogg'ów i... zonk. Ajroni próbują odpalić player.exe (tfu!) a Gorillaz nawet nie chcą się zamontować. Do tej pory nie miałem kłopotów z różnymi drm'ami a tu taka niespodzianka. Na szczęście grip sobie z nimi elegancko poradził. Ale nie o to chodzi. Nie pojmuję dlaczego wywalając kupę ciężko zarobionej kasy na jakiś produkt nie mam możliwości korzystania z niego w sposób który mi odpowiada. Chamstwo. I bądź tu człowieku uczciwy. Dorzucam więc do sznurków Defective By Design - witrynę kampani skierowanej przeciw DRM.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz