wtorek, maja 19, 2009

Druk zacięty

Najpierw wstęp:

Postawiliśmy we fabryce nowiuśkie drukarki - wielkie, piękne, błyszczące, z panelami dotykowymi, kontrolą wydruków, dziurkowaniem, zszywaniem, składaniem, skanowaniem i wysyłaniem mejli. Produkt najnowszej myśli technologicznej.
No po prostu cud mniód.

A teraz zagadka:

Jak to jest, że ludzkość opracowała technologie umożliwiające przetwarzanie niewyobrażalnych ilości danych w mgnieniu oka, eksplorację innych planet, wyleczenie każdej prawie choroby, swobodne porozumiewanie się bez ograniczeń geograficznych, produkcję substancji niewystępujących w przyrodzie i cholera wie co jeszcze, a papier w drukarkach jak się zacinał tak się zacina?

Update:

No proszę, kilka dni po powyższym poście natrafiłem na kogoś kto mnie rozumie.
A właściwie Boing Boing natrafiło a ja za nimi.
Teoria Wszystkiego

wtorek, kwietnia 21, 2009

Tydzień blaszanych sukcesów

Sukces pierwszy

Trochę długo to trwało, ale w końcu się udało (chociaż niechciane - wyszło rymowane).
Z powodów, o których nie będę się tutaj rozpisywał przeniosłem się z laptopa z powrotem na blaszaka. Głównym powodem tego, że operacja ta tak nieprzyzwoicie się przedłużała była, skłonna przyprawić o nerwicę nawet niespotykanie spokojnego człowieka, tragiczna wręcz jakość połączenia wifi pomiędzy linksysowym routerem a dołączonym do niego "gratisowym" adapterem na USB. Tak się składa, że oba urządzenia dzieli całe nasze mieszkanie po przekątnej a do tego po drodze ktoś zupełnie bez sensu postawił dwie ściany, zabudował kuchnię i nastawiał różnych zbędnych gratów. O ile karta bezprzewodowego netu wbudowana w laptopa radzi sobie w tych warunkach całkiem nieźle o tyle ten zewnętrzny adapter ledwo zipie, oferując zabójczą jakość połączenia na poziomie max 15% i do tego zrywając połączenie co kilka minut. Poszukiwanie wyjścia z tej dramatycznej sytuacji zajęło mi trochę czasu (z rozpaczy chciałem już nawet kłaść kable) a rozwiązanie niespodziewanie przyszło samo.

Przeszukując sieć pod kątem czegoś zupełnie innego trafiłem na filmik, na którym jakiś majster spotkał się z tym samym problemem co ja i wpadł na pomysł genialny w swojej prostocie. Z durszlaka, kawałka alu folii i przedłużki USB sklecił prowizoryczną antenę zbiorczą i wcisnął w jej środek podobny do mojego adapter wifi. Spróbowałem, co mi tam, dwie minuty roboty a koszt żaden. "Wifi booster" wygląda osobliwie ale działa! Z 5%-15% siły sygnału zrobiło się 56% - 60%! A można jeszcze dorobić antenę kierunkową na router (to też jest na jutjubie), ale już mi się nie chciało. Wsunąłem za zasłonę i się cieszę. Tylko durszlak muszę Małżowince odkupić ;)

Nie mogłem znaleźć ponownie tego samego filmiku, żebym wam pokazać, ale na jutjubie jest kilka podobnych więc poniżej zamieszczam jeden z nich. Idea jest ta sama.




Sukces drugi

Podbudowany powyższym osiągnięciem zabrałem się z zapałem do reinstalacji systemu i migracji danych. Zajęło mi to kilka ostatnich dni bo to trzeba wszystkie te mejle, ustawienia, konfiguracje i gigabajty bzdetów przewalić na drugą maszynę i uporządkować.
Koniec końców zbliżam się do końca.
Jeszcze parę dni i wyjdę na prostą.

Dopiero w takich sytuacjach człowiek zdaje sobie sprawę ile danych (zazwyczaj nieaktualnych lub po prostu zbędnych) trzyma w zakurzonych czeluściach twardych dysków.


Sukces trzeci

Niemożliwe stało się prawdziwe - rozliczenie podatkowe - megagłupota, w której wszyscy musimy niestety brać udział, wypełniliśmy i wysyłaliśmy on-line, i to na ubunciaku! Oł jes! Tego mi było trzeba. Całą procedurą jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Instalacja aplikacji jest bezproblemowa i wygląda identycznie na windzie i na linuchu a obsługa samego formularza, chociaż trochę toporna, również nie sprawia trudności.
Kilka niedociągnięć jeszcze jest, np. brak możliwości zapisania rozliczenia w pdf'ie lub niejasny status sprawy po wysłaniu (jakieś potwierdzenie np. mejlem byłoby miłe) ale ogólne muszę przyznać, że "jestem na tak".
Pomijając oczywiście wątpliwą konieczność wysyłania do urzędasów informacji, które i tak się u nich znajdują...

poniedziałek, marca 30, 2009

Japońska metoda "na narciarza"

Pacholęciem będąc zaciągnięty zostałem, razem z resztą skazańców z podstawówki, na wycieczkę krajoznawczą do naszych serdecznych przyjaciół zza wschodniej granicy.

Z wyprawy tej zapamiętałem cztery rzeczy:
  • zaserwowanego w hotelowej restaurancji nielota, z którego ciekła rubinowa krew, przez co resztę dnia przemęczyłem się na głodniaka
  • zatracenie się w chwilowym bogactwie, gdy okazało się, że za skromne polskie kieszonkowe mogę wykupić cały zapas żetonów w rosyjskim salonie gier
  • nadzwyczaj sympatyczną nocną rewizję autokaru na granicy, podczas której bardzo miły jegomość, w mundurze co najmniej generalskim, uparcie kwestionował podobieństwo mojej fotografii do oryginału
  • niezwykłe pomieszczenie, które ze względu na przeznaczenie nazywane było "toaletą", co jednak kłóci się z powszechnie przyjętymi standardami sanitarnymi; aby dodać nieco kolorytu temu skromnemu opisowi dodam tylko, że w miejscu, w którym należało spodziewać się muszli klozetowej ziała piekielną ciemnością, cuchnąca i wydająca podejrzanie chroboczące dźwięki, owalna dziura

To właśnie wspomnienia związane z tym pomieszczeniem rozbudzili we mnie Japończycy z Georgia Max Coffee. Wymyślili oni sobie, że zrobią swoim gościom frajdę oklejając firmowe kibelki fototapetą ze skoczni narciarskiej. Dzięki temu, szczęśliwi klienci mogą przez chwilę poczuć niczym Simon Ammann tuż przed zjazdem. Należy jednak uważać bo "wiatry" bywają tam strrraszne.

Świetlane pasmo sukcesów w Pucharze Świata już za nami, eliminacje MŚ w nogę póki co idą równie wybornie. Na szczęście przed nami nowy, ekscytujący sezon Formuły 1 - nareszcie będzie na co popatrzeć (chociaż muszę się przyznać, że GP Australii bezwstydnie pijacko przespałem - ale obiecuję poprawę).

ZNALEZIONE NA BOING BOING

piątek, marca 13, 2009

Karma Coma

I, patrząc na nich z troską, rzekła Wyrocznia Wielka, Panią Doktor przez prosty lud zwana:
- Nim piąty miesiąc minie strawę inszą podawać Mu będziecie, albowiem żelastwo we krwi Jego potencyjał swój zwiększyć powinno a specyjałów medycznych nie ma sposobności w trzewia Jego nicponiowate wprowadzić, gdyż pluciem, parskaniem i nieszczęściem straszliwym każda taka próba skończyć się niechybnie musi.

I nadejszła chwila, przez Wyrocznię Wielką zapowiedziana, gdy specyjał tajemny, kaszką również zwany, podany Smykowi miał zostać. I przyjął Smyk wolę mędrców z ufnością i radością.

I nim pierwsze łyki strawy zasiliły ciało Jego niezadowolenie swe okrutne okazał. I każda porcyja kolejna gniew Jego wzmagała i z protestem, raniącym do krwi serca rodziców troskliwych, się spotykała. Albowiem wiedzieć musicie, że Jego Ekscelencyja, z powodu wieku bardzo młodego posturą nikczemną jeszcze obdarzon, duchem wielki jest niczym Mały Rycerz a gniew swój rzadki, gdyż w charakter wyjątkowo łagodny los go był wyposażył, z gwałtownością i stanowczością zwyczajny jest okazywać.

I na nic zdały się występy kuglarzy wybornych, przed oblicze Jego z najdalszych krańców świata na tę okazyję sprowadzonych, ani popisy głupków dworskich w kolorowe surduty przybranych, ani melodyji słodkich chóralne wyśpiewywanie, ani zwierzyny drapieżnej tresury pokazywanie - smakiem pokarmu niezwykłym i konsystencyją jego nieznaną wysiłki ich wszelakie zniweczone zostały. Albowiem powiadam wam, oto jest oblicze porażki nieszczęsnej.

Ale niechaj karmiący nie tracą nadziei i wysiłki swe zwielokrotnione poczyniają, albowiem zapowiedziany przez mędrców jest dzień, w którym strawa tajemna wprowadzona weń szczęśliwie zostanie i zasili energją cudowną ciało Jego, a przedmioty magiczne, smoczkami do kaszki również zwane, służyć im będą pomocą.

środa, marca 11, 2009

Dysputy motoryzacyjne

Zaczęło się niewinnie - ot, takie tam zwyczajne przeglądanie gazetek.

Skończyło się kąśliwą wymianą zdań pomiędzy zwolennikami klasycznej elegancji (Mistrz Muto wraz z Małżowinką) a ambasadorem kosmicznych technologii i nowoczesnych rozwiązań (Smyk).

Na szczęście po burzliwej dyskusji, obfitującej w strugi śliny i gwałtowne miętolenie kartek, porozumienie zostało ostatecznie osiągnięte i dżagi pozostały "lepsze" od beemek. Gdybyśmy więc kiedyś, zupełnie niespodziewanie, zostali milionerami, to wybór marki nowego samochodu mamy już odfajkowany.
Uff, jeden problem z głowy.

niedziela, marca 08, 2009

Mądrość przodków

Miłe Panie, Panny i Panienki,

Z okazji Dnia Kobiet składam wam męskie, a więc zwięzłe i bezpośrednie, życzenia nieustającego zdrowia, wspaniałego potomstwa, zamożnego mężczyzny, nienagannej cery i wytrwałości w wypełnianiu codziennych obowiązków.

Korzystając z tak pięknej okazji pozwolę sobie przełożyć na język Wiślan, zamieszczoną na powyższym obrazku leciwą już, lecz jakże ponadczasową myśl mędrców zza wielkiej wody.

"BO IM CIĘŻEJ ŻONA PRACUJE, TYM ŚLICZNIEJ WYGLĄDA!"

Buziaki, i pamiętajcie o witaminach ;)

poniedziałek, lutego 09, 2009

Kersy Śmersy

Skoczkowie , siatkarze, piłkarze ręczni i nożni, kierowcy, bokserzy i pływacy - to przykłady (zazwyczaj jednostkowe) polskich sportowców, którym sporadycznie zdarza się osiągnąć chwilowy sukces. Na bazie tych wydarzeń media tworzą coraz to nowe "małyszomanie", które potem, głównie dla własnych korzyści, eksploatują do granic przyzwoitości. Popyt na sukcesy narodowe jest ogromny więc publika łyka wszystko jak leci. Mnie jakoś te zrywy nie pociągają co nie znaczy, że nie sprawia mi frajdy oglądanie moich rodaków w chwilach ciężkiej walki i zasłużonego triumfu. Wręcz przeciwnie.

W wyścigi F1 dałem się jednak wciągnąć. Przyznaję, że wcześniej tego sportu nie dostrzegałem a zainteresowałem się nim dopiero po sukcesach Roberta Kubicy. Nie uległem co prawda "kubicomanii" ale odczuwałem wielką przyjemność z możliwości spędzenia dwóch godzin wśród ryku silników i pisku opon. Niestety nudne jak flaki z olejem pseudofachowe ględzenie różnych "komentatorzyn" i wałkowanie do znudzenia wciąż tych samych tematów nadal mnie irytują ale za jakiś czas pewnie się do tego przyzwyczaję.

Tak więc w tym roku po raz pierwszy z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie nowego, sześćdziesiątego już sezonu Mistrzostw Świata Formuły 1 (już tyko niecałe dwa miesiące!). A ma to być sezon sporych zmian. Czekają nas nowości konstrukcyjne, przetasowania w klasyfikacjach kierowców i podobno większa widowiskowość. Z tej okazji zespół Red Bull'a przygotował dla fanów krótką i obrazową prezentację nadchodzących modyfikacji technicznych, z których główne to KERS, gładkie opony i wąskie spojlery.Ot, taka znaleziona na Wykopie ciekawostka, którą warto obejrzeć.