środa, marca 11, 2009

Dysputy motoryzacyjne

Zaczęło się niewinnie - ot, takie tam zwyczajne przeglądanie gazetek.

Skończyło się kąśliwą wymianą zdań pomiędzy zwolennikami klasycznej elegancji (Mistrz Muto wraz z Małżowinką) a ambasadorem kosmicznych technologii i nowoczesnych rozwiązań (Smyk).

Na szczęście po burzliwej dyskusji, obfitującej w strugi śliny i gwałtowne miętolenie kartek, porozumienie zostało ostatecznie osiągnięte i dżagi pozostały "lepsze" od beemek. Gdybyśmy więc kiedyś, zupełnie niespodziewanie, zostali milionerami, to wybór marki nowego samochodu mamy już odfajkowany.
Uff, jeden problem z głowy.

niedziela, marca 08, 2009

Mądrość przodków

Miłe Panie, Panny i Panienki,

Z okazji Dnia Kobiet składam wam męskie, a więc zwięzłe i bezpośrednie, życzenia nieustającego zdrowia, wspaniałego potomstwa, zamożnego mężczyzny, nienagannej cery i wytrwałości w wypełnianiu codziennych obowiązków.

Korzystając z tak pięknej okazji pozwolę sobie przełożyć na język Wiślan, zamieszczoną na powyższym obrazku leciwą już, lecz jakże ponadczasową myśl mędrców zza wielkiej wody.

"BO IM CIĘŻEJ ŻONA PRACUJE, TYM ŚLICZNIEJ WYGLĄDA!"

Buziaki, i pamiętajcie o witaminach ;)

poniedziałek, lutego 09, 2009

Kersy Śmersy

Skoczkowie , siatkarze, piłkarze ręczni i nożni, kierowcy, bokserzy i pływacy - to przykłady (zazwyczaj jednostkowe) polskich sportowców, którym sporadycznie zdarza się osiągnąć chwilowy sukces. Na bazie tych wydarzeń media tworzą coraz to nowe "małyszomanie", które potem, głównie dla własnych korzyści, eksploatują do granic przyzwoitości. Popyt na sukcesy narodowe jest ogromny więc publika łyka wszystko jak leci. Mnie jakoś te zrywy nie pociągają co nie znaczy, że nie sprawia mi frajdy oglądanie moich rodaków w chwilach ciężkiej walki i zasłużonego triumfu. Wręcz przeciwnie.

W wyścigi F1 dałem się jednak wciągnąć. Przyznaję, że wcześniej tego sportu nie dostrzegałem a zainteresowałem się nim dopiero po sukcesach Roberta Kubicy. Nie uległem co prawda "kubicomanii" ale odczuwałem wielką przyjemność z możliwości spędzenia dwóch godzin wśród ryku silników i pisku opon. Niestety nudne jak flaki z olejem pseudofachowe ględzenie różnych "komentatorzyn" i wałkowanie do znudzenia wciąż tych samych tematów nadal mnie irytują ale za jakiś czas pewnie się do tego przyzwyczaję.

Tak więc w tym roku po raz pierwszy z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie nowego, sześćdziesiątego już sezonu Mistrzostw Świata Formuły 1 (już tyko niecałe dwa miesiące!). A ma to być sezon sporych zmian. Czekają nas nowości konstrukcyjne, przetasowania w klasyfikacjach kierowców i podobno większa widowiskowość. Z tej okazji zespół Red Bull'a przygotował dla fanów krótką i obrazową prezentację nadchodzących modyfikacji technicznych, z których główne to KERS, gładkie opony i wąskie spojlery.Ot, taka znaleziona na Wykopie ciekawostka, którą warto obejrzeć.

wtorek, stycznia 20, 2009

Stopy Kapitana Yody

Mimo, że ten styczniowy wieczór był wyjątkowo mroźny, to na czole Kapitana Yody skrzyły się liczne krople potu. Nie wiedzieć czemu w tym klimacie zawsze około godziny 20 robiło się parno i gorąco a nad rozgrzaną taflą zatoki zaczynały leniwie unosić się ledwo widoczne obłoczki pary.
Kapitan starł z ust odrobinę dziwnie gorzkiej morskiej piany po czym nieco przymrużył lewe oko. Wierna załoga "Beżowej Wanienki" wiedziała, że ten zwyczaj często poprzedza nieoczekiwane wydarzenia, wstrzymując więc oddech zamarli w nerwowym wyczekiwaniu.
Mijające sekundy ciągnęły się niczym minuty.
Na rufie ktoś nieznośnie fałszując zanucił nerwowo jakąś dziecięcą piosenkę.

Nagle dzielni marynarze poczuli narastające drżenie pokładu, wody zatoki lekko się wybrzuszyły po czym przed dziobem okrętu majestatycznie wynurzyły się ONE. Najpierw jedna, nieco z prawej po zawietrznej, po niej druga z lewej burty.
Zaskoczona załoga oniemiała lecz Kapitan miał wrażenie że gdzieś już je widział. Przyglądał im się przez chwilę z nieukrywaną fascynacją czując się tak, jakby powitał dawno niewidzianego przyjaciela. Wielkie, lśniące w zachodzącym słońcu obłe kształty przysłaniając nieboskłon przybliżyły się niebezpiecznie do pokładu nad którym na chwilę zawisły by po chwili odchylić się gwałtownie i runąć w otchłań oceanu, wzbijając przy tym ogromne fale, które z impetem uderzyły o pobliskie skały.

- Szmaty w dół, kotwicę rzuć! - Kapitan Yoda przerwał ciszę rzucając ostrym tonem rozkazy swym dzielnym piratom po czym założywszy ręce na plecach oddalił się do swej kajuty. Mimo że było to ich pierwsze tak bezpośrednie i świadome spotkanie wiedział że zobaczą się jeszcze nie raz…

---

- Tak Tomciu, to są twoje kochane stópki! – Małżowinka objaśniła synowi jego kolejne odkrycie całując mokre paluszki, którym Tomek po raz pierwszy przyglądał się z takim zaciekawieniem.

- Psia jucha, Tomeczku bardzo się cieszę, że zapoznałeś się ze swoimi stopami ale dlaczego musiałeś z tej okazji wylać połowę wody z wanienki? – skomentował Mistrz Muto tonem zwyczajowo zgorzkniałym, choć w tym akurat przypadku nieco wymuszonym.

- Bo my się tak cieszymy z odkrywania świata i w ogóle tiu tiu tiu tiu - zaćwierkała Małżowinka po czym skarciła męża wzrokiem, od którego bolą zęby, rośliny tracą liście a rzeki ścina lód.

środa, grudnia 24, 2008

Życzenia Świąteczne




Wściekłych kłótni przy rodzinnym stole, zasypanych śniegiem parkingów, paskudnych konsekwencji nagannego obżarstwa, mszycy na choince, nietrafionych prezentów i nieudanych potraw - tego Wam na święta nie życzy Śnięty Mikołaj (z rodziną).

A życzy Wam za to... wszystkiego fajnego :)

A gu gu gaaa.

Zieeew.

piątek, grudnia 19, 2008

Sposób na kaczora

Przed zbliżającymi się obchodami rozpoczęcia nowego roku kalendarzowego interesującym tematem mogą być metody walki z kacem opracowane przez naszych braci w bólu z innych regionów świata. Zagadnienie to traktujemy oczywiście jedynie jako ciekawostkę gdyż osoby kulturalne, za które oczywiście się uważamy, spędzą ten wieczór na miłej dyspucie w oczytanym towarzystwie, spokojnych pląsach w rytmie blusa oraz skromnym acz wykwintnym posiłku. Dolegliwości dnia następnego właściwie nam nie grożą, gdyby jednak zaszły jakieś nieprzewidziane okoliczności, zaaranżowane przez wraże siły wywiadowcze (wszyscy wiemy jakie), z pomocą przychodzi Naszynal Dżeografik, który na tę okoliczność zebrał kilka ciekawych receptur.


Zestawienie to zwróciło moją uwagę głównie z powodu zamieszczenia w nim naszego narodowego specjału, ale po kolei - oto jak radzą sobie z "syndromem dnia następnego" mieszkańcy dalekich krain:
  • Niemcy - marynowany śledź zawinięty wokół korniszonka, czyli popularny rollmops - nie odważyłbym się chyba zaaplikować tego na rozedrgany żołądek...
  • Chiny - mocna zielona herbata - im to może pomaga, ale co oni tam piją, jakieś ryżowe cienkusze (korzystając z okazji chciałbym sprostować przekonanie panujące wśród mych rodaków o tym, że sake to ryżowa wódka - jest to tak na prawdę winko o maksymalnie 18 voltach)
  • Włochy - mocne, czarne espresso - żadne zaskoczenie bo makaroniarze stosują je chyba na wszystko i chociaż kawusia to rzecz zacna to w wersji sote jakoś mnie nie przekonuje
  • Rumunia - zupka z krowiego żołądka z warzywami, przyprawami, czosnkiem i śmietaną czyli po naszemu flaki (dziwi mnie tylko ta śmietana) - tak, to by mnie mogło uleczyć :)
  • USA - koktajl z soku pomidorowego, sosu Worcestershire, czarnego pieprzu i surowego żółtka - gdyby pominąć surowe jajko, które jak dla mnie jest dość ryzykowne, to byłoby to niczego sobie lekarstwo
  • Meksyk - sałatka z różnej maści skorupiaków w sosie z pomidorów, cytryny, cebuli i kolendry - po czymś takim to się dopiero zacznie prawdziwy "meksyk"
  • Holandia - piwo, po prostu duży zimny lager - lekarstwo proste i przemyślane, czy można chcieć czegoś więcej?
  • Japonia - bardzo słone marynowane śliwki (o.O), ewentualnie miso czyli warzywna zupka ze świeżymi mięczakami - brr, nie chciałbym leczyć kaca w Japonii...
  • Polska - zsiadłe mleko lub sok z kiszonych ogórków - metody wszystkim nam znane i sprawdzone, chociaż odradzałbym ich równoczesne stosowanie ;)
  • Rosja - gorąca sauna połączona z chłostaniem brzozowymi gałęziami - faktycznie metoda iście rosyjska - nie przeszło Ci? to masz tu jeszcze dziesięć batów i wracaj do środka na kolejne pół godziny (powtarzać do skutku)
  • BONUS - tego nie ma w zestawieniu, ale przypomniał mi się pewien wycinek z gazety, który na działce u dziadków wisiał na ścianie i intrygował mnie niezwykle odkąd tylko sięgam pamięcią; na tymże wycinku widniało zdjęcie szczura elegancko ujętego z profilu zwieńczone grubym czarnym napisem "Szczur leczy się wódką". Do dziś nie rozwikłałem zagadki tego przesłania więc jeśli ktoś z Was może mi w tym pomóc to będę dozgonnie wdzięczny.
Proszę bardzo, to już koniec i niech każdy wybierze coś dla siebie. Mnie osobiście najbardziej pomaga (chociaż oczywiście baaardzo rzadko mam okazję z tego korzystać ;P) solidne, ciepłe śniadanie plus gorąca herbata.

Na koniec coś z kategorii Tips'n'Tricks: aby kaca uniknąć lub zminimalizować jego skutki polecam przed położeniem się lulu wypić tyle niegazowanej wody ile tylko dacie radę. Wiem, że ciężko jest się do tego zmusić ale wierzcie mi - warto. Tę metodę sprzedał mi onegdaj Krzychu (dzięki stary) i z powodzeniem stosuję ją za każdym razem.

środa, grudnia 17, 2008

Potwór z Bagien

Było ciemno i parno. Wyrąbując sobie drogę wśród leśnej gęstwiny dwójka śmiałków niezdarnie przedzierała się przez niezbadane ostępy Czarnej Puszczy. Obezwładniający mrok otaczał ich ze wszystkich stron powodując dezorientację i potęgując strach. Gdy docierali na skraj mokradeł dzwoniąca w uszach nieznośna cisza ostrzegała o zagrożeniu, które wypędziło stąd wszelkie rozumne stworzenia. Zostały tu tylko chmary krwiożerczych komarów i kryjące się w błocie plugawe ropuchy.
Wśród lokalnej ludności krążyły o tej krainie opowieści, od których włosy jeżyły się na karku. Opowieści o grozie kryjącej się w duszących oparach bagniska. Opowieści o potworze czyhającym na tych, którzy byli na tyle głupi by zapuścić się na Jego teren.
Przed wkroczeniem na bagno towarzysze spojrzeli sobie głęboko w oczy. Wiedzieli, że mogą to być ich ostatnie chwile. Ścisnąwszy mocniej rękojeści oręża jednocześnie postawili pierwszy krok na grzęzawisku. Kamiennej ciszy nie zmącił żaden dźwięk. Nawet niestrudzone komary gdzieś zniknęły. Wojownik i czarodziejka poruszali się bardzo powoli, ostrożnie stawiając każdy krok aby nie zbudzić uśpionego zła. Ciężka mgła tłumiła ich kroki i szelest ubrań ocierających się o wysokie trawy. Krok za krokiem, grzęznąc nieraz po pas w śmierdzącej brei , zbliżali się wytrwale do przeciwległego krańca mokradeł. Gdy dostrzegli wyłaniającą się z mgły ścianę lasu ogarnęła ich euforia, którą z trudem tłumili. Wizja ta wlała w ich nieludzko umęczone ciała nową dawkę energii i rozjaśniła ściśnięte czarnym strachem myśli. Chcąc jak najszybciej dotrzeć do brzegu i opuścić to niegościnne miejsce zdwoili wysiłki nie zważając na ostrożność. Ta radość przyczyniła się do ich zguby. Nagle po prawej stronie usłyszeli pierwszy od kilku godzin dziwny, stłumiony dźwięk. Mimo panicznej chęci ucieczki zamarli w bezruchu a po plecach spłynął im lodowaty pot przerażenia. Po krótkiej lecz pełnej napięcia chwili ciszy rozległ się gwałtowny szelest, po którym nastąpiła seria mrożących krew w żyłach stęknięć, mlaskań i pochrumkiwań. Poczuli, że ich koniec jest już blisko.
- Słyszałaś to? Co to u licha było? – wyszeptał wojownik starając się przebić ciemność szeroko otwartymi ze strachu oczyma.
- Słyszałam, chyba Smok mu wypadł. – odparła spokojnie czarodziejka
- Smok?
- Tak, dasz mu?
- Ty masz bliżej…
- Ech, no dobra.
Małżowinka wygrzebała się spod cieplutkiej pościeli z mchu i poczłapała dać Smoka Potworowi z Bagien. Potwór mlasnął z zadowoleniem, chrumknął jeszcze kilka razy po czym z błogim wyrazem twarzy ponownie zapadł w sen. Małżowinka ucałowała czule jego słodki pyszczek i ospale wróciła do legowiska. Groza została uśpiona, lecz nie na długo – za jakąś godzinę nadejdzie pora karmienia…