poniedziałek, października 08, 2007

Wyszookaj mi coś

Wszystkim użytkownikom ubunciaka polecam wygrzebaną gdzieś w zeszłym tygodniu wyszukiwarkę uboontu. Wygląda mi toto na silnik googla przefiltrowany po haśle "ubuntu" ale cokolwiek by się za tym nie kryło jedno jest pewne - dzięki niej znalazłem w końcu rozwiązanie mojego problemu z konfiguracją kolorów i jakości obrazu w quickcam express'ie.



Takie gadżety czasem się przydają.

Wielkie malarstwo na wesoło

Podobne poniższemu smaczki znaleźć można na stronie konkursu ModRen Sequels, prezentującego 48 prześmiewczych przeróbek bardzo znanych dzieł malarskich.


Łyknijcie trochę dystansu, tak bardzo nam go dzisiaj brakuje.

piątek, października 05, 2007

Świerza krew w Samoobronie

O nie mogę, popłakałem się.
Musicie to zobaczyć.

Szanowna Pani ma charyzmę i potrafi dobrze gadać - wróżę jej wielką karierę w tym regionie co się nazywa Polska. Późniejsza historia z Panem Stanisławem rozłożyła mnie już kompletnie :D

czwartek, października 04, 2007

Kompas Wyborczy

Wirtualna Polska być może pomoże niezdecydowanym wyborcom w podjęciu ostatecznej decyzji udostępniając do zabawy "Kompas Wyborczy".


Kilka pytań i konkretny wynik.
Mnie wyszło zgodnie z oczekiwaniami.

Uciekając przed laptopem

Co jakiś czas nachodzi mnie myśl iście rewolucyjna aby zastąpić blaszaka laptokiem. Temat właśnie powrócił ponieważ jestem w trakcie zmiany dostawcy internetu na takiego, który między innymi oferuje do wyboru router ethernetowy lub wifi. Zakup komputera przenośnego z dostępem do netu położyłby kres naszej wieloletniej krwawej wojnie o dostęp do kompa. Do laptoków mam jednak trzy poważne zastrzeżenia.
Po pierwsze, co by o nich nie mówić, nie pracuje się na nich zbyt wygodnie - od tej ściśniętej klawiatury i taczpadów można sobie poplątać paluchy. Nie jestem również zwolennikiem obudowywania komputera z zasady przenośnego stacją dokującą lub dodatkową klawiaturą i myszką. Musiałbym się więc do takiej obsługi przyzwyczaić, co zapewne jest ostatecznie do zrobienia.
Po drugie jestem przyzwyczajony do monitora minimum 19'' i na widok tych 15, w porywach do 17, cali dostaję zeza i dreszczy. Tutaj przyzwyczajenie się byłoby zapewne o wiele trudniejsze niż w przypadku klawiatury. Dyskusji o wyższości ekranów matowych nad błyszczącymi nie chcę nawet rozpoczynać bo zwolenników obu typów jest chyba po równo co znakomicie uprawdopodabnia nierozwiązywalność tego sporu.
Po trzecie, a to mnie już wkurza, ciężko jest kupić laptopa bez systemu operacyjnego. Głównym powodem powstania tego wpisu jest właśnie artykuł w Dzienniku Internautów traktujący o sprawie propozycji ekspertów z Instytutu Globalizacji przy Komisji Europejskiej aby zakazać sprzedaży komputerów osobistych z preinstalowanym oesem. Rozumiem potrzebę walki z praktykami monopolistycznymi ale należałoby raczej wyważyć ją z potrzebą udostępnienia komputera gotowego do pracy użytkownikowi, który z instalacją systemu sobie nie poradzi. Całkowity zakaz takiej formy sprzedaży nie jest rozsądnym wyjściem z sytuacji, powinna być jednak możliwość zrezygnowania z systemu operacyjnego przy zakupie. Najprostszą metodą byłoby chyba zdublowanie oferty katalogowej poszczególnych dostawców na uwzględnienie modeli sprzedawanych że tak powiem souate'.

Tak czy inaczej do nołtbuka powoli się przekonuję i zapewne za czas niedługi się złamię. Może już w przyszłym roku... tym bardziej, że te sprzęty ostatnio sporo staniały. Nawet makbuki można już dostać w rozsądnych cenach... więc może, może. Zobaczymy.

środa, października 03, 2007

Wychoduj sobie świat

A teraz coś na ukojenie nerwów.
Fleszowa gra polegająca na odnalezieniu prawidłowej kolejności klikania ośmiu ikonek reprezentujących różne gałęzie przemysłu. Każde kliknięcie pociąga za sobą określone skutki i wpływa na rozwój pozostałych dziedzin. Nie należy jednak doszukiwać się w tym zadaniu większej logiki czy przesłania a czas na rozwiązanie zagadki akuracik wystarcza na zmitrężenie pół godziny w trakcie przerwy na drugie śniadanie. Tak więc, ciamkając w południe domowej roboty kanapeczkę z szyneczką, zamiast znów czytać niusy o jakichś przykrych rzeczach pobawcie się czymś kolorowym.

wtorek, października 02, 2007

Usiądźmy i porozmawiajmy

Po dłuższej, prawie miesięcznej przerwie wracam do PiSania, tfu! blogowania.
Przegrzebałem się w końcu szczęśliwie przez kompletny domowy remanent i rozrzucając szuflą gdzie popadnie różne papierzyska i ciuszyska wykopałem wąską ścieżkę do kompa. Przez ten czas nazbierało się trochę pomysłów i ciekawostek w wyniku czego na edycję i publikację czeka w draftach dwanaście postów. Na rozgrzewkę zacznę dziś jednak od nader gorącego tematu, który wyludnił wczoraj wieczorem miejskie skwery i ulice skuteczniej niż skoki Adasia czy występy naszej reprezentacji w gałę.
Mowa oczywiście o wczorajszym spotkaniu Olka z Jarkiem, które zupełnie niesłusznie nazwane zostało debatą. Spotkanie w takiej formie ma na celu omówienie wielu możliwych rozwiązań jakiegoś zagadnienia (jednego lub wielu), natomiast wczoraj byliśmy świadkiem... sam nie wiem czego.
Na pewno nie była to merytoryczna dyskusja, bo zaproszeni klepali te same puste frazesy, od których wszystkich już mdli i żółć zalewa. Z resztą odnoszę wrażenie, że była to formuła zamierzona, bo goście mieli śmiesznie mało czasu na odpowiedź co z góry przekreślało realizację podstawowej funkcji debaty. Czasem dłużej trwało zadawanie pytań, które notabene były wyjątkowo źle dobrane, zagmatwane i tendencyjne.
Na pewno nikomu nie zależało na tym aby przedstawić rozwiązania dla najbardziej palących problemów. Nikomu nawet to chyba nie przyszło do głowy, bo przecież nie do tego służą "debaty".
Na pewno grono zaproszonych nie było wystarczające aby podjąć próbę spojrzenia na podstawowe problemy z możliwie wielu perspektyw, bo przecież nie do tego służą "debaty". I tak wiadomo, że każda cudza perspektywa jeśli nie jest wroga to przynajmniej głupia i niesłuszna. To oczywista oczywistość.
Na pewno nie była to rozmowa o przyszłości Polski lecz po raz kolejny wyławiano ekskrementy z tej samej ciemnej i lepkiej szaro-brązowej breji przeszłości, bo przecież nie do tego służą "debaty".
Żeby chociaż była to sprawna agitacja na rzecz własnych ugrupowań.
A co to było?
Dno.

Na pocieszenie (również trochę sam sobie) dodam, że kolejne wpisy planuję bardziej składne i optymistyczne ;)

wtorek, września 11, 2007

To samo od nowa

Stało się, stało się to co miało się stać - jak śpiewał swego czasu Pan Kazimierz. Miłościwie nam panujące "elity" w swej wielkoduszności pozwoliły nam ponownie cieszyć się możliwością wzięcia udziału w wyborach parlamentarnych. Niczym mój imiennik, mały rycerz Wołodyjowski skończyli ten cyrk i oszczędzili nam jeszcze większego wstydu. Chociaż posługując się tą analogią można by raczej powiedzieć, że to trochę tak jak gdyby Kmicic sam sobie szabelką w czerep przywalił.

Jak by nie było, pozwolę sobie zabawić się w jasnowidza i oto co przewiduję na najbliższą kadencję:
  1. PiS te wybory wygra i to w ostrogach jeśli PO wciąż będzie się tak ślamazarzyć.
  2. PO po niedługim czasie rozpadnie się na dwa obozy, z których jeden przyłączy się do PiS'u a drugi być może do LiD'u.
  3. Do sejmu wejdzie również PSL, które przygarnie zawiedziony elektorat Samoobrony.
  4. W stosunku do dzisiejszej pozycji w siłę znacznie urośnie LiD.
Największym jednak sukcesem tych wyborów nie będzie zdobycie przez żadną z partii większości parlamentarnej ale wyeliminowanie z życia publicznego takich toksycznych maszkaronów jak LPR i Samoobrona. Sam ten fakt powinien się przyczynić do znacznego uspokojenia krajowej polityki i ustawienia jej ponownie na, nieważne dobre czy złe - po prostu jakiekolwiek, tory.

Być może uznacie, że to zbyt śmiałe przewidywania ale według mnie głosy wyborców rozłożą się mniej więcej tak:
  1. PiS 35%
  2. PO 25%
  3. LiD 15%
  4. PSL 10%
  5. Samoobrona 3%
  6. LPR 2%
  7. Reszta 10%
Oczywiście na wahnięcia tych proporcji wpływać będą wszystkie aferzyska, teczuszyska i paskudztwa, które zapewne już od kilku miesięcy przygotowywane są pieczołowicie w sejmowych kuluarach. No bo przecież nikt nie ma złudzeń co do tego, że będziemy mieli do czynienia ze spokojną i merytoryczną kampanią. Tak na prawdę to można by ją było spokojnie skrócić do góra dwóch tygodni bo w tym wyścigu i tak wygra ten, kto w najważniejszych ostatnich 2-3 dniach przed wyborami solidniej przygrzmoci rywalowi.
Po tym jak ostatnio skakały sondaże wyraźnie widać, że większość ludzi nie ma swojego jednego przemyślanego zdania, którego mogą się trzymać i które potrafią uargumentować, lecz daje się bez większego wysiłku sterować reagując bezmyślnie na aktualny przekaz medialny. Smutne ale prawdziwe.

Na zakończenie zaapeluję do wszystkich moich rodaków o czynny udział w wyborach.
Zauważcie, że jeżeli zwycięska partia zdobędzie 30% głosów a frekwencja wyniesie 40% to całym krajem rządzili będą ludzie wybrani przez 15% społeczeństwa. A demokracja to (za Wikipedią) podobno ustrój polityczny, w którym źródło władzy stanowi wola większości obywateli...